Recenzja

Nigdzie nie idę - Barbara Kowalewska o "Valentinie"

Jakie znaczenie ma przyjazne środowisko w adaptacji osób o innej niż heteroseksualna tożsamości, pokazali w przekonujący sposób twórcy brazylijskiego obrazu „Valentina”.

Valentina, jak inne nastolatki, chce chodzić do szkoły, mieć przyjaciół i być szczęśliwa. Tyle, że nie jest „jak inne nastolatki” i przez pięć miesięcy nie była w szkole, gdzie doświadczała prześladowań. Urodziła się bowiem jako chłopiec, a czuje się dziewczyną. Film zaczyna się w momencie przeprowadzki do innej miejscowości, w której ma zacząć swoje życie na nowo, mając nadzieję, że jej dawna, chłopięca tożsamość nie zostanie odkryta. Przez jakiś czas się to udaje, w końcu jednak, w przykrych dla Valentiny okolicznościach, tajemnica wychodzi na jaw, a nastolatka staje się w kolejnym miejscu zamieszkania obiektem ostracyzmu i prześladowań w Internecie.

Zwyczajni niezwyczajni

Historia jest świetnie zagrana. Młodzi brazylijscy aktorzy w sposób niesłychanie wiarygodny oddali uczucia bohaterów. To ważne, bo temat jest trudny i łatwo byłoby go „zepsuć” nienaturalnym „odgrywaniem wyobrażeń” o tym, jak zachowują się osoby transseksualne czy homoseksualne. Tymczasem tutaj nie ma się poczucia sztuczności. Co więcej, sposób obrazowania pomaga szczerze polubić bohaterów. To mnie w tej historii najbardziej ujęło – film nie epatuje drastycznością, twórcy obchodzą się ostrożnie nawet ze scenami przemocy, nie idą w naturalizm obrazów. „Intymna” kamera wchodzi raczej w głąb świata przeżyć młodych ludzi, skupia się na mimice, gestach, wyrazie oczu. Jesteśmy bardzo blisko. Ponadto Valentina, jej matka i przyjaciele pokazani są w swojej zwyczajności – robią zakupy, gotują, jedzą, chodzą do szkoły, do pracy, śmieją się, płaczą, przyjaźnią. Może mój niezdarny opis wydawać się banalny, ale chodzi mi o to, że zbudowanie takiego tła przeczy stereotypowemu przekonaniu, że osoby o innej orientacji są „dziwne”, „straszne” albo że zagrażają moralności rówieśników. To ogromny atut tej produkcji.

Gra w moralność

Niestety większość otoczenia Valentiny nie widzi jej oczyma twórców. Mimo wspierającej postawy matki i dyrektorki nowej szkoły dziewczynka, gdy jej sekret zostaje ujawniony, jest nie tylko prześladowana przez część rówieśników, ale też dorosłych – rodziców i nauczycieli, którzy piszą petycję, by usunąć ze szkoły Valentinę, bo źle wpływa na moralność rówieśników. Nastolatka w desperacji chce znowu wyjechać i tym razem zamieszkać z ojcem, ale gdy dowiaduje się, że ten obawia się powiedzieć prawdę dalszej rodzinie obecnej partnerki, rezygnuje i postanawia zostać, stawiając czoła swoim prześladowcom. Gdy przyjaciel z klasy, martwiąc się o nią, pyta, czy aby na pewno chce wejść do szkoły, odpowiada zdeterminowana: „A mamy jakąś inną szkołę w tym mieście?” Rozumiemy, że przekroczyła rubikon, że nie chce już dłużej uciekać i woli konfrontację od ulegania lękowi. Ta konfrontacja wymaga gigantycznej odwagi – przemoc przychodzi od dorosłych, jeden z nich włamuje się do klasy i żąda, by Valentina opuściła szkołę, grożąc nastolatce nożem. I nagle, okazuje się, że można zrobić wyłom w tym świecie – niespodziewanie dziewczyna otrzymuje wsparcie od części rówieśników. Pokazuje to, że zwycięstwo w takich sprawach nigdy nie jest sprawą indywidualną, ale wypadkową zachowań społecznych.

Tyle ciepła na ekranie

Jest jeszcze coś, co mnie ucieszyło w tym filmie. Zło tutaj nie dominuje, chociaż nie jest ignorowane. Dużo jest produkcji, w której pełna przemocy sytuacja kończy się nieszczęściem, a atmosfera mroku i beznadziei dominuje w opowieści. Tutaj autorzy scenariusza wybrali inną drogę: obok osób uprzedzonych, agresywnych widzimy wiele dobra, a nawet to dobro bardziej wypełnia ekran niż zło. Valentina ma przyjaciół, nieprzypadkowo także potencjalnie narażonych na odrzucenie – koleżankę w ciąży i homoseksualnego kolegę. W tej trójce wydarza się to, co podtrzymuje ich przy życiu – akceptują i troszczą się o siebie wzajemnie, spędzają razem czas, cieszą się życiem, okazują czułość. Matka Valentiny jest gotowa zrobić wszystko, żeby jej córka była szczęśliwa. Jest empatyczna, gotowa do rozmowy, odważna w obronie praw dziecka. I wreszcie – dyrektorka szkoły i część nauczycieli stają po stronie dziewczyny, a do nich dołącza też część rówieśników. I chociaż nie ma to nic wspólnego z hollywoodzkim happy endem, to jednak wskazuje drogę. Warto ten film zobaczyć, nie tylko ze względu na problem transseksualności, ale też dla tego ciepła bijącego z ekranu.

Barbara Kowalewska

"Valentina"
reżyseria Cássio Pereira dos Santos

scenariusz Cássio Pereira dos Santos
Brazylia 2020, 95'

Gramy 5 i 7 grudnia.